Nasze Credo
Na początku lat 80. w Zespole Głównych Odpowiedzialnych grup Odnowy w Duchu Świętym powstał pomysł określenia stylu życia członków Odnowy – tak narodziło się Nasze Credo, opracowane przez ks. Andrzeja Grefkowicza. Początkowo tekst nie był używany, aż do czasu, gdy grupa Siloe z Warszawy zaczęła realizować jego zobowiązania. Po poprawkach, do Naszego Credo przystąpiły także kolejne grupy. W 1993 r. Prymas Polski pobłogosławił tekst, a w 1995 r. zatwierdzono go w Archidiecezji Warmińskiej.
Nasze Credo określa styl życia członków Odnowy, który wyraża się w zobowiązaniach podejmowanych po kilkuletniej formacji, aby nie zmarnować łaski Odnowy i wydawać jej owoce. Opiera się na przesłaniu REO – przygotowaniu do przyjęcia Chrztu w Duchu Świętym. Mówi o tym, że:
-Bóg jest Miłością
-Jezus jest Panem i jedynym Zbawicielem
-Duch Święty działa dziś z mocą
-Kościół jest miejscem służby i świadectwa
-Istnieje misja, którą podejmujemy
Nasze Credo składa się z dwóch części: opisanej łaski i jej owoców oraz 11 zobowiązań – drogowskazów w codziennym życiu. Jest propozycją przymierza od Boga, opartą na dobrowolnym, świadomym TAK, a nie na przymusie czy poczuciu winy. Siłą w wypełnianiu zobowiązań jest sam Bóg – naszym zadaniem jest staranie się i wierność, a nie perfekcja.
Tekst przymierza
1. Bóg jest miłością
Łaska, której doświadczyliśmy w przeżyciu Odnowy w Duchu Świętym, to poznanie miłości Boga. Prowadziła ona do odkrycia: jestem kochany – Bóg mnie kocha; prowadziła do uświadomienia bliskiej obecności Boga, Jego obecności w naszym życiu. To doświadczenie przebudziło nas w nowy sposób na miłość ku Bogu, na modlitwę, jako spotkanie z Bogiem i na miłość ku drugiemu człowiekowi. Najczęściej dopiero wtedy pojawiła się w naszym życiu modlitwa wielbiąca Boga. Trwanie w łasce Odnowy i postawie uwielbienia powinno się wyrażać przez pogłębienie jedności z Bogiem w każdej chwili naszego życia, w każdym spotkaniu z drugim człowiekiem, w podejmowanej pracy, jak i w realizowaniu posłannictwa w rodzinie. Bóg Stwórca i Ojciec daje nam bowiem udział przez pracę i życie rodzinne w dziele, któremu On dał początek i w którym stale On sam uczestniczy. Aby trwać w tej łasce, chcemy podjąć jako codzienną praktykę modlitwę wielbiącą. Fundamentem tej modlitwy powinna być wiara w miłość Boga i Jego pełną troski obecność w naszym życiu, niezależnie, czy ta obecność jest aktualnie doświadczana, a zdarzenia przez nas rozumiane, czy też bliższe naszemu przeżyciu staje się stwierdzenie, jakoby Bóg nas opuścił. Niech nauczycielką modlitwy wielbiącej Boga będzie dla nas Najświętsza Maryja Panna, Która trwała w uwielbieniu Boga zarówno w chwili Zwiastowania, jak i w godzinie Krzyża. Niech słowa: „Uwielbiaj duszo moja sławę Pana mego” stają się słowami naszej modlitwy.
2. Jezus jest Panem
Kolejny przejaw łaski Odnowy to podjęcie świadomej decyzji poddania całego naszego życia, wszystkich naszych pragnień i aspiracji Jezusowi jako Panu. Widzimy potrzebę nieustannego ponawiania tej decyzji. Bóg bowiem udziela nam nieustannie łaski poznania, że w naszym życiu jest wiele zaangażowań, decyzji, przywiązań, które wcale Jezusowi jako Panu nie są poddane. Dlatego przez codzienny rachunek sumienia chcemy lepiej poznawać w konkretnych sytuacjach życia to, co jeszcze Jezusowi nie jest poddane. Stylem naszego życia ma się stawać rozeznawanie, aby szukać w ten sposób tego, co jest pełniejszym pójściem za Bożym wezwaniem. Wszystkie ważniejsze decyzje chcemy podejmować po dokonanym rozeznaniu. Kolejna forma pomagająca w trwaniu w łasce Odnowy, to w miarę codzienne karmienie się Słowem Bożym, by w ten sposób stawać się coraz bardziej uczniem Jezusa. Maryi FIAT niech będzie stale żywą zachętą, by każda chwila naszego życia była naszym TAK wypowiadanym Bogu.
3. Jezus jedynym zbawicielem
4. Duch święty działający dzisiaj
Łaska Odnowy obudziła w nas zarówno szczególną miłość do Ducha Świętego jak i świadomość mocy Jego działania w człowieku, w Kościele i w świecie. Wierność tej łasce powinna się wypowiadać w nas w czujnej troskliwości rozpoznawania Jego natchnień w sobie, Jego działania w Kościele i świecie; we współpracy z Nim i w wiernej posłudze charyzmatami, którymi nas obdarzył. Dziewicę Pełną Łaski przyjmujemy jako wzór poddania się działaniu Ducha Świętego i jako Wspomożycielkę naszą w zachowaniu wierności Jego natchnieniom.
5. Kościół miejscem świadectwa i służby Chrześcijanina
6. Nasza misja
Odczytujemy, że misją, do której Chrystus nas wzywa jest: – Ewangelizacja podejmowana wprost, – Apostolska obecność w świecie w taki sposób, by oddziaływać na dzisiejsze oblicze życia politycznego, społecznego, kulturalnego, zawodowego, rodzinnego, przybliżając w tych środowiskach realizację Królestwa Bożego i przygotowując tym samym grunt pod zasiew Słowa Bożego. Wypełnimy to posłannictwo jedynie wtedy, kiedy nasze życie będzie nabierało mocy świadectwa, kiedy będzie stawało się „żywym obrazem” Ewangelii. W wypełnianiu określonej misji musimy być otwarci na charyzmaty, które złożył w nas Bóg tak, by one stawały się źródłem błogosławieństwa dla wielu, a nie były zamknięte w posłudze podejmowanej jedynie w grupie, czy wąskim gronie przyjaciół.
Pragniemy:
1. Codziennie podejmować:
– modlitwę dziękczynną i wielbiącą jako odpowiedź na Boga obecnego w naszym życiu
– rachunek sumienia
– Słowo Boże np. według kalendarza liturgicznego – w formie refleksji, medytacji, benedyktyńskiego „lectio divina”, czy innej
– jedną z następujących form modlitwy za Kościół: jedna z godzin brewiarza, Anioł Pański, Różaniec, Apel Jasnogórski, Eucharystia w wybrany dzień powszedni.
2. Podejmować rozeznanie przed ważniejszymi decyzjami życiowymi (zmiana pracy, rezygnacja z jakiegoś zaangażowania itp.) i w sytuacji odczytywanych natchnień Bożych, znaków czasu.
3. Troszczyć się o żywą pobożność do Ducha Świętego i Maryi.
4. Podjąć konkretnie określoną formę zaangażowania apostolskiego, które byłoby przejawem ewangelizacji (realizowanej indywidualnie, albo przez włączenie się w konkretną formę działalności apostolskiej Kościoła, własnej wspólnoty…), bądź przejawem aktywności zmierzającej do przemiany życia w dzisiejszym świecie tak, by kształtowało się ono bardziej według wartości ewangelicznych (przemiana w życiu społecznym, politycznym, zawodowym..)
5. Troszczyć się o to, by praca, życie rodzinne lub inne formy służby bliźniemu stawały się drogą ku Bogu i miejscem zjednoczenia z Nim.
6. Podjąć określoną formę życia we wspólnocie (w grupie modlitewnej, w grupie dzielenia).
7. Troszczyć się o pełny udział w Eucharystii i o Adorację Najświętszego Sakramentu co jakiś czas.
8. Troszczyć się o uczestnictwo w Sakramencie Pokuty i Pojednania co miesiąc oraz, o ile to możliwe, o kierownictwo duchowe.
9. Poznawać nauczanie Papieża i własnego Biskupa.
10. Dbać o udział w rekolekcjach zamkniętych przynajmniej raz na dwa lata.
11. Dziesiątą część własnych dochodów przeznaczać na rzecz Boga i ubogich.
Świadectwa
Agnieszka
Podjęcie Naszego Credo było dobrą decyzją dla mnie, było mi potrzebne i wprowadziło kilka fajnych zmian w moim życiu, w mojej relacji z Bogiem. Dlatego tez chciałabym podzielić się tymi doświadczeniami z Wami.
Zacznę od tego, że zanim zdecydowałam się na wejście w Nasze Credo, czułam potrzebę, aby moja relacja z Bogiem była bliższa, ściślejsza, aby moje życie wiary było „lepszej jakości”, żebym potrafiła żyć nauką Jezusa, prawdą o Królestwie Bożym, królestwie sprawiedliwości, pokoju, prawdy i miłości na co dzień. I stwierdziłam ze „Nasze Credo” to jest taki krok dalej we „wtajemniczeniu” chrześcijańskim. Nie przygotowałam się bardzo do tej decyzji, nie zapoznałam się dokładnie z tym, jaki jest sens Naszego Credo. Mniej więcej orientowałam się w zaleceniach, praktykach, które się z tym wiążą. A wiec codzienna modlitwa, w tym uwielbienie, ignacjański rachunek sumienia, pielęgnowanie relacji z Maryją, modlitwa za Kościół, regularne życie sakramentalne, adoracje no i dziesięcina na rzecz Kościoła.
Ale to co było najważniejsze, dotarło do mnie kilka miesięcy potem, na spotkaniu skierowanym do osób, które podjęły na Nasze Credo, a wiec ze jest to FORMA PRZYMIERZA BOGA ZE MNĄ. Czyli rodzaj umowy budującej, określającej wzajemną relację miedzy mną a Bogiem. Ja przez „Nasze Credo” mówię Bogu: „Chcę być bardziej Twoja, chcę żebyś mnie prowadził, opiekował się mną, kształtował, czuwał, żebym nie zeszła z Twojej drogi, żebym była przeniknięta Twoją nauką”. Teraz wiąże nas ściślejsza więź. A te wszystkie praktyki i zasady są środkami pomocniczymi, żeby Bóg mnie mógł prowadzić, żebym była wrażliwa na Jego prowadzenie. Nieraz doświadczałam tego, że zniechęcona czy zmęczona nie miałam naprawdę ochoty i siły żeby jeszcze zrobić rachunek, podziękować za cały dzień i zobaczyć jak mnie Bóg tego dnia prowadził. W takich momentach uaktywniał się Bóg – to On mnie podtrzymywał, „pilnował” żebym zrobiła to co jest dobre dla mnie. Dostawałam łaskę, żeby wytrwać w modlitwie. Za pomocą takich małych kroczków, jak codzienna modlitwa dbał o to, żebym szła Jego drogą.
Kolejnym takim fajnym owocem podjęcia przymierza jest zbliżenie się do Maryi. Dotychczas dbałam przede wszystkim o moją relacje z Bogiem. Nie wiem dlaczego, ale nie miałam w sobie takiego zaufania do Maryi, jak wiele osób. Nie rozumiałam też maryjności Jana Pawła II. I podczas tego roku muszę powiedzieć, że zaczęłam coraz bardziej postrzegać Maryję jako Matkę, Pośredniczkę, Wspomożycielkę. Otworzyłam się na to, ze mogę do Niej uciekać się jak do matki, szukać wsparcia, gdy rzeczywiście mnie coś przerasta czy czuję się samotnie.
Na koniec jeszcze słowo o praktykach. Pewnie większość z nas ma obecnie taki problem, ze życie pędzi do przodu, mamy każdego dnia mnóstwo spraw na głowie, zero czasu na jakąś refleksję, zatrzymanie się w ciągu dnia. Zawsze jest coś do zrobienia. Przy takim tempie życia, bardzo łatwo zatracić się, skupić się na bieżących sprawach, nie konsultować ich z Bogiem i w konsekwencji popełniać głupotę jedną za drugą. Dzięki temu, że zdecydowałam się na drogę Nasze Credo, ze zobowiązałam się do zachowywania pewnych praktyk i co najważniejsze Bóg bardziej dba o to, żebym je realizowała niż ja sama, łatwiej mi jest wytrwać przy Bogu. Codziennie muszę zatrzymać się i jeszcze raz zobaczyć co się w ciągu dnia działo, jak mnie Bóg prowadził, do czego zapraszał, czego nie usłyszałam, nie zrobiłam. Dzięki takiej powtórce widzę, ile darów otrzymuję na co dzień od Boga, ale tez jak zły oszukuje mnie. To tylko o ignacjańskim rachunku sumienia. To samo dotyczy innych form modlitwy polecanych w ramach Naszego Credo.
Dziękuję Bogu za to, że w mojej grupie zaproponowano nam Nasze Credo. Jest ono dla mnie dużą pomocą w mojej drodze wiary i widzę owoce mojego rocznego trwania w tym przymierzu.
Chwała Panu!
Asia
Pragnęłam:
-Pogłębionej relacji z Panem Bogiem, podjąć obietnicę i wypełniać ją
-Dzielić się życiem, doświadczać Pana Boga w codziennym życiu
-Relacji z wierzącymi-doświadczenia wspólnoty w małej grupce
-Sprawdzić siebie, swoje słowo, swoje możliwości
-Rozwijać się, cały czas podążać za Chrystusem
Otrzymałam dużo więcej :-), bo:
-Weryfikację wyobrażeń z rzeczywistością
-Łaskę wytrwania w „Naszym Credo”
-Pragnienie jeszcze głębszej relacji z Panem Bogiem
-Odwagę w podejmowaniu nowych rzeczy w życiu,
-Większą świadomość swoich motywów postępowania
-Doświadczenie obecności Jezusa Chrystusa w moim życiu każdego dnia – dzięki relacjom jakie mi dał.
Chwała Panu!!!!
Monika
Jeśli chodzi o moje przystąpienie do Credo to muszę przyznać, że miałam duże opory. Bałam się, że wezmę na siebie zbyt duże zobowiązanie, którego nie będę potrafiła wypełnić. Jednakże mimo tych wszystkich obaw postanowiłam, że zaryzykuję.
Najważniejsze czym chciałam się podzielić jest to, że Pan pokazał mi jak ważna jest stała konkretna modlitwa. Odkryłam, że z modlitwą jest jak z jedzeniem, nie można najeść się raz na kilka dni i nie można nie jeść kilka dni. Stała systematyczna modlitwa o konkretnej porze jest bardzo owocna dla życia duchowego. Credo pomaga w tym, aby podjąć właśnie taką stała konkretną modlitwę.
Pan mówi: „trwajcie we Mnie a ja w was trwać będę” Zobaczyłam, jaki jest mój stan ducha kiedy trwam w Panu codziennie, a jaki kiedy trwam w „kratkę”. Kiedy moja modlitwa jest codzienna widzę, że bardziej ufam Panu, mniej boję się o przyszłość, jestem spokojniejsza. Inaczej patrzę na ludzi, na świat, na moje problemy i trudności. Bardziej zgadzam się na trudy życia. Jeśli zaniedbuję modlitwę zaczynam narzekać, jestem bardziej krytyczna do ludzi i Pan jest bardziej daleki.
Przyjęcie Credo prowadzi mnie do ciągłej refleksji nad sobą służy temu codzienny rachunek sumienia. Widzę, że poprzez rachunek sumienia Pan pokazuje mi prawdę o mnie, o moich słabościach. Jeśli wieczorem przyznam się sama przed sobą i Panem do moich słabości w danym dniu – inaczej patrzę na drugiego człowieka. Mam więcej cierpliwości i zrozumienia wobec innych. Codzienny rachunek sumienia daje mi wolność, pokój i większe zaufanie Panu. Zauważyłam, że po roku od przyjęcia Credo bardziej akceptuję siebie i innych, mam więcej pokoju w sercu. Za to chwała Panu!!!
Na koniec pragnę dodać, że nie ja sama, ale DUCH ŚWIĘTY dawał mi siłę do podejmowania zobowiązań przyjętych w Credo.
Marcin
Przed przyjęciem Naszego Credo rok temu zastanawiałem się czy to nie szaleństwo – podejmowanie codziennej konkretnej modlitwy, a ja jestem zwyczajnym człowiekiem i chcę mieć czas dla siebie. Po przemyśleniu stwierdziłem, że co jak co – jak nie spróbuję to się nie dowiem a poza tym na rok czasu to mogę się zdecydować.
Na początku traktowałem Nasze Credo jako „sprawdzenie się” – czy dam radę, czy znajdę czas na ten codzienny rachunek sumienia i inne punkty. I tak jakoś dzień po dniu to „szło”. Po kilku miesiącach usłyszałem zdanie – że Nasze Credo to przymierze z Bogiem – a przymierze jest porozumieniem dwustronnym. Tak więc nie tylko ja zawarłem przymierze z Bogiem, ale także Bóg ze mną zawarł przymierze, a On nigdy nie zawodzi nawet jeśli ja zawiodę. Stopniowo, krok po kroku, zacząłem uświadamiać sobie i obserwować, że faktycznie tak jest. Teraz widzę, że Nasze Credo sprawiło że na co dzień, w różnych drobnych wydarzeniach żyję w obliczu Boga, pamiętam o Nim, odnoszę do Niego różne sprawy – a jednocześnie nadal całkowicie jestem sobą 🙂
Dwie rzeczy, o których chcę jeszcze powiedzieć to modlitwa uwielbienia i ignacjański rachunek sumienia. Dzięki codziennej modlitwie uwielbienia doświadczyłem, że mogę uwielbiać Boga w każdej sytuacji, tak w moich sukcesach jak i w niepowodzeniach. To z kolei sprawiło, że dostrzegłem że niepowodzenia nie są tak ważne w moim życiu bo ważny tak naprawdę jest… Bóg. A w konsekwencji – może zabrzmi to na pozór paradoksalnie – myślę, że stałem się bardziej spokojny i przestałem się dołować rzeczami które mi nie wychodzą, tak jak zdarzało się to wcześniej. Po prostu zacząłem odczuwać, że co może mi się stać skoro Bóg który mnie kocha, zna moją sytuację i moje potrzeby.
Codzienny rachunek sumienia zadziwił mnie. Po pierwsze, on zaczyna się od dziękczynienia za otrzymane w danym dniu dobro. Ja dzięki temu zacząłem zauważać ile dobrych rzeczy dzieje się wokół mnie na co dzień. Ten punkt rachunku sumienia wręcz „trafił w moje potrzeby”. Po drugie, rachunek sumienia kończy się zaproszeniem żeby widząc swoje słabości i niedociągnięcia stanąć wobec Boga, który jest Miłością i kocha mnie takiego jakim jestem. To też jest coś wręcz jak dla mnie. No i często udawało mi się – ku mojemu zaskoczeniu – wyciągnąć refleksje i zobaczyć moje intencje, które powodowały że robiłem coś tak a nie inaczej, i podjąć jakieś konkretne postanowienie na następny dzień.
Mam dziś ogromne przekonanie, że w Naszym Credo nie chodzi o rachowanie punktów i ewentualne stresowanie się, „że coś mi nie wyszło”, ale o przybliżanie się do Boga. Nasze Credo nie jest dla herosów, ale dla normalnych ludzi mających w życiu tak radości, sukcesy i nadzieje, jak i różne problemy i wątpliwości. Chwała Panu.